Zalewska krytykuje przenoszenie zerówek do szkół. "Przedszkola nie mogą odmówić rodzicom sześciolatków"

wtorek, 23 luty 2016 13:58
Justyna Suchecka
Gazeta Wyborcza 23/02/2016
 
 
Zaskoczone cofnięciem obowiązku dla sześciolatków samorządy masowo przenoszą zerówki przedszkolne do szkół. Tymczasem Anna Zalewska, szefowa Ministerstwa Edukacji Narodowej, pisze do samorządowców: "wybór miejsca realizacji dalszej edukacji pozostaje w kompetencjach rodziców". Z jej listem rodzice ruszyli do przedszkoli.
 
Szkolno-przedszkolne domino, które wywołała decyzja PiS o cofnięciu obowiązku szkolnego dla sześciolatków, dotknie niemal 2 mln dzieci urodzonych między rokiem 2009 a 2013. PiS przekonuje, że to część "dobrej zmiany", bo dał rodzicom wybór, kiedy ich dziecko ma rozpocząć naukę w szkole - w wieku sześciu lat czy siedmiu. Dotąd sześciolatka można było zatrzymać w przedszkolu, tylko jeśli poradnia psychologiczna potwierdziła, że nie jest gotowy do szkoły. Decyzja PiS wywoła potężny bałagan, na którym najwięcej mogą stracić najmłodsze dzieci oraz maluchy z trudnych i biednych środowisk. Samorządy to policzyły i przekonują, że miejsc w przedszkolach nie wystarczy dla trzylatków (w całej Polsce jest ich 370 tys.). Dlatego część dużych miast, np. Warszawa i Zielona Góra, zdecydowała, że zerówki będzie uruchamiać nie w przedszkolach, ale w szkołach. I naprędce przygotowuje do tego szkolne klasy.

To z kolei oznacza, że rodzice w wielu miejscach w Polsce nie mają faktycznie wyboru - dzieci z rocznika 2010 i tak we wrześniu pójdą do szkół. I to nie spodobało się minister edukacji Annie Zalewskiej, która właśnie rozesłała dwa listy: do dyrektorów szkół i przedszkoli oraz samorządowców, w których stanowczo krytykuje ich działania.

Dziecko to nie przedmiot

Minister przypomina, że organizacja miejsc w przedszkolach to zadanie własne gminy. I zauważa: "Dziecko nie może być traktowane przedmiotowo. Nie można, bez zgody jego rodziców, administracyjnie decydować o miejscu korzystania przez dziecko z wychowania przedszkolnego, np. przenosząc dziecko do innego miejsca, budynku itp.".

Zalewska przypomina zapisy ustawy o systemie oświaty. Wynika z nich, że rodzice dzieci przyjętych do danego publicznego przedszkola corocznie składają na kolejny rok szkolny deklarację o kontynuowaniu wychowania przedszkolnego w tym przedszkolu, w terminie siedmiu dni poprzedzających termin rozpoczęcia postępowania rekrutacyjnego. A Zalewska zaznacza: "Dyrektor placówki nie może odmówić przyjęcia takiej deklaracji - dotyczy to także rodziców dzieci 6-letnich - gdyż niezgodne z prawem jest twierdzenie, że przedszkole jest przeznaczone wyłącznie dla dzieci 3-, 4- i 5-letnich".

Elbanowscy wracają do akcji

Z przymusowym wysyłaniem sześciolatków do szkolnych zerówek walczy też stowarzyszenie Rzecznik Praw Rodziców Tomasza i Karoliny Elbanowskich. 15 lutego spotkali się w tej sprawie z minister edukacji. Na Facebooku piszą: "przekazaliśmy opis problemów minister edukacji Annie Zalewskiej z prośbą o interwencję. Wciąż dostajemy informacje z kolejnych miejscowości. Rodzice coraz częściej mobilizują się i protestują przeciwko samowoli gmin, szczególnie przeciwko przesuwaniu zerówek dla sześciolatków do szkół, wywieraniu presji na zapisanie sześciolatków do I klasy i złej organizacji oddziałów przedszkolnych w szkołach".

Co będzie z trzylatkami, jeśli rodzice sześciolatków zaprotestują przeciw szkolnym zerówkom? MEN przypomina, że samorządy mogą opłacić im miejsca w przedszkolach niepublicznych. Takie rozwiązanie oznacza jednak kolejne wydatki dla gmin, które co prawda dostają dotację przedszkolną, ale może być ona niewystarczająca, by zapłacić prywatnym placówkom za opiekę nad przedszkolakami.

Gmina: Najgroźniejszy konkurent, który nalicza, wypłaca i kontroluje wydatkowanie dotacji

czwartek, 18 luty 2016 07:24

Przykład zielonogórskich przedszkoli wskazuje jasno i wyraźnie na to, że obecne zasady naliczania, wypłacania i wydatkowania dotacji są złe. 300 metrów obok kontrolowanego przedszkola niepublicznego znajduje się piękny, nowoczesny, wybudowany kosztem 14 mln zł budynek niepublicznej szkoły podstawowej i przedszkola niepublicznego prowadzonego przez ….. spółkę miejską. Taka sytuacja urąga zapisom Ustawy o systemie oświaty.

Fakt istnienia przedszkoli niepublicznych na terenie miasta urzędnikom miejskim jest nie w smak. Efekt: zaniżana drastycznie dotacja (w niektórych latach o połowę!), sprawa w sądzie o gigantyczne kwoty, zemsta urzędników miejskich w postaci agresywnych, niezgodnych ani z prawem ani z zasadami społecznej współpracy kontroli:

Radio Zielona Góra - pliki audio

Gazeta Wyborcza Zielona Góra - Fotoreportaż

Prezydent postanowił najpierw odszukać a potem „wyciąć” z lokalnego systemu edukacji „złe” przedszkola. Chce szukać aż znajdzie, więc dokumenty wymagane prawem i przedstawione podczas kontroli nie wystarczyły. Cóż, dziurę w całym odszukać jest trudno…

Urzędnicy miejscy sugerowali wstrzymanie bieżącej dotacji argumentując to utrudnianiem kontroli. Kontrola nie jest w żaden sposób utrudniana. Mając na uwadze istniejące zagrożenie wstrzymania bieżącej dotacji Stowarzyszenie Przedszkoli Niepublicznych zwróciło się z wnioskiem o nadzór nad działaniami prezydenta miasta Zielona Góra do Wojewody Lubuskiego.

Mamy nadzieje na dyskusję nad zdrowymi rozwiązaniami z Ministerstwem Edukacji Narodowej. Jej efekty przedstawimy na wiosennym Kongresie Stowarzyszenia Przedszkoli Niepublicznych w dniach 18-19 kwietnia 2016 r.