Polemika z Prezydentem m. st. Warszawa

piątek, 26 luty 2016 09:47

Warszawa, dnia 26 lutego 2016 r.

 

Sz. P. Włodzimierz Paszyński,

Zastępca Prezydenta m. st. Warszawy

Urząd m. st. Warszawy

Pl. Bankowy 3/5

00-950 Warszawa

 

Szanowny Panie Prezydencie,

W odniesieniu do pisma Pana Prezydenta m. st. Warszawy skierowanego do Pani Minister Anny Zalewskiej w dniu 25 lutego oraz w nawiązaniu do pisma Stowarzyszenia Przedszkoli Niepublicznych z dnia 8 lutego 2016 r. (niestety wciąż bez odpowiedzi) chcielibyśmy odnieść się do treści Pana wypowiedzi :

- nadzór nad działaniami gminy jest konieczny i wynika z faktu, iż 95% gmin łamie zapisy Ustawy o systemie oświaty. Fakt ten potwierdziły zarówno Najwyższa Izba Kontroli jak i Krajowa Rada Regionalnej Izby Obrachunkowej. Konieczność taką potwierdzają również liczne, rosnące w tempie lawinowym w całym kraju postepowania sądowe w sprawie o zaniżane dotacje dla przedszkoli niepublicznych, w tym również spór z gminą m. st. Warszawa. Spór sądowy o wysokość dotacji zgodnej z zapisami ustawy o systemie oświaty okazał się jedynym sposobem na to, aby jednostki samorządowe wypełniały swoje zobowiązania zgodnie z przepisami prawa i już przyniósł skutek: wieloletni, trwający od roku 2011 spór sądowy prowadzony zarówno w sądach administracyjnych jak i cywilnych, spowodował wzrost wypłacanej kwoty dotacji w m. st. Warszawa o ponad 150 zł, tj. o 26%.

- nadzór nad działaniami gminy jest konieczny również z tego powodu, że gminy nadużywają przepisów prawa ujętych w ustawie o systemie oświaty. Przykładem tego są próby zmuszenia rodziców dzieci 6-letnich do pójścia do szkolnych oddziałów przedszkolnych w szkołach, zamiast do przedszkoli. W budynkach szkolnych znajduje się coraz więcej dzieci w wieku przedszkolnym, pomimo braku spełniania podstawowych wymogów sanitarnych i ppoż. dla tych dzieci.

- nadzór nad działaniami gminy jest konieczny również z tego powodu, że gminy sabotują realizację przepisów ustawy dotyczących współpracy z sektorem przedszkoli niepublicznych. Baza 5 tys. niepublicznych placówek jest skutecznie ignorowana przez samorządy, w tym również przez m. st. Warszawa (550 placówek niepublicznych w stolicy). Dialogu nie ma. Konkursy dla przedszkoli niepublicznych są fikcją – ogłaszane zbyt późno, po zakończonej rekrutacji dla przedszkoli publicznych, na fatalnych warunkach – np. bez podania kwoty dotacji na dany rok, czy zawierające inne bariery przystąpienia do konkursu. Zamiast współpracy z przedszkolami niepublicznymi mamy do czynienia z milionowymi inwestycjami w nowe placówki gminne. Samorząd zachowuje się jak konkurent a nie jak partner.

Panie Prezydencie: czesne w placówce niepublicznej w Warszawie w kwocie 2.000 zł to unikat. W Warszawie funkcjonuje bardzo dużo, bardzo różnorodnych placówek z czesnym zawierającym się pomiędzy ZERO a 2.000 zł. Poziom czesnego uzależniony jest od proponowanego poziomu usług, lokalu, czy zajęć dodatkowych. Ponadto czesne w przedszkolach niepublicznych w Warszawie jest ściśle związane z wysokością dotacji otrzymywanej z Urzędu Miasta. Zachęcamy Pana Prezydenta do odczarowania kwestii opłat za przedszkola niepubliczne i organizacji wspólnego z przedszkolami publicznymi systemu rekrutacji, gdzie rodzic będzie w stanie wybrać dowolną placówkę mając pełną wiedzę o zakresie usług i cenach danej placówki. Obecnie system rekrutacji w m.st Warszawa prowadzony jest przez przedszkola publiczne, podczas gdy przedszkola niepubliczne roznoszą swoje ulotki po parkach i osiedlach. Nie jest to odpowiedni system rekrutacji w mieście w którym 40% miejsc oferują placówki niepubliczne.

Panie Prezydencie: domagamy się takiej samej dotacji na dziecko w przedszkolu publicznym i niepublicznym. Domagamy się wspólnej rekrutacji. Domagamy się dialogu z Radą Miasta, który pozwoli na omówienie szczegółów tak skomplikowanej operacji jaką jest stworzenie wspólnego, działającego dla dobra mieszkańców systemu edukacji przedszkolnej. Domagamy się poszanowania zapisów Ustawy o systemie oświaty.

 

Z poważaniem,

Zarząd Stowarzyszenia Przedszkoli Niepublicznych

Zalewska krytykuje przenoszenie zerówek do szkół. "Przedszkola nie mogą odmówić rodzicom sześciolatków"

wtorek, 23 luty 2016 13:58
Justyna Suchecka
Gazeta Wyborcza 23/02/2016
 
 
Zaskoczone cofnięciem obowiązku dla sześciolatków samorządy masowo przenoszą zerówki przedszkolne do szkół. Tymczasem Anna Zalewska, szefowa Ministerstwa Edukacji Narodowej, pisze do samorządowców: "wybór miejsca realizacji dalszej edukacji pozostaje w kompetencjach rodziców". Z jej listem rodzice ruszyli do przedszkoli.
 
Szkolno-przedszkolne domino, które wywołała decyzja PiS o cofnięciu obowiązku szkolnego dla sześciolatków, dotknie niemal 2 mln dzieci urodzonych między rokiem 2009 a 2013. PiS przekonuje, że to część "dobrej zmiany", bo dał rodzicom wybór, kiedy ich dziecko ma rozpocząć naukę w szkole - w wieku sześciu lat czy siedmiu. Dotąd sześciolatka można było zatrzymać w przedszkolu, tylko jeśli poradnia psychologiczna potwierdziła, że nie jest gotowy do szkoły. Decyzja PiS wywoła potężny bałagan, na którym najwięcej mogą stracić najmłodsze dzieci oraz maluchy z trudnych i biednych środowisk. Samorządy to policzyły i przekonują, że miejsc w przedszkolach nie wystarczy dla trzylatków (w całej Polsce jest ich 370 tys.). Dlatego część dużych miast, np. Warszawa i Zielona Góra, zdecydowała, że zerówki będzie uruchamiać nie w przedszkolach, ale w szkołach. I naprędce przygotowuje do tego szkolne klasy.

To z kolei oznacza, że rodzice w wielu miejscach w Polsce nie mają faktycznie wyboru - dzieci z rocznika 2010 i tak we wrześniu pójdą do szkół. I to nie spodobało się minister edukacji Annie Zalewskiej, która właśnie rozesłała dwa listy: do dyrektorów szkół i przedszkoli oraz samorządowców, w których stanowczo krytykuje ich działania.

Dziecko to nie przedmiot

Minister przypomina, że organizacja miejsc w przedszkolach to zadanie własne gminy. I zauważa: "Dziecko nie może być traktowane przedmiotowo. Nie można, bez zgody jego rodziców, administracyjnie decydować o miejscu korzystania przez dziecko z wychowania przedszkolnego, np. przenosząc dziecko do innego miejsca, budynku itp.".

Zalewska przypomina zapisy ustawy o systemie oświaty. Wynika z nich, że rodzice dzieci przyjętych do danego publicznego przedszkola corocznie składają na kolejny rok szkolny deklarację o kontynuowaniu wychowania przedszkolnego w tym przedszkolu, w terminie siedmiu dni poprzedzających termin rozpoczęcia postępowania rekrutacyjnego. A Zalewska zaznacza: "Dyrektor placówki nie może odmówić przyjęcia takiej deklaracji - dotyczy to także rodziców dzieci 6-letnich - gdyż niezgodne z prawem jest twierdzenie, że przedszkole jest przeznaczone wyłącznie dla dzieci 3-, 4- i 5-letnich".

Elbanowscy wracają do akcji

Z przymusowym wysyłaniem sześciolatków do szkolnych zerówek walczy też stowarzyszenie Rzecznik Praw Rodziców Tomasza i Karoliny Elbanowskich. 15 lutego spotkali się w tej sprawie z minister edukacji. Na Facebooku piszą: "przekazaliśmy opis problemów minister edukacji Annie Zalewskiej z prośbą o interwencję. Wciąż dostajemy informacje z kolejnych miejscowości. Rodzice coraz częściej mobilizują się i protestują przeciwko samowoli gmin, szczególnie przeciwko przesuwaniu zerówek dla sześciolatków do szkół, wywieraniu presji na zapisanie sześciolatków do I klasy i złej organizacji oddziałów przedszkolnych w szkołach".

Co będzie z trzylatkami, jeśli rodzice sześciolatków zaprotestują przeciw szkolnym zerówkom? MEN przypomina, że samorządy mogą opłacić im miejsca w przedszkolach niepublicznych. Takie rozwiązanie oznacza jednak kolejne wydatki dla gmin, które co prawda dostają dotację przedszkolną, ale może być ona niewystarczająca, by zapłacić prywatnym placówkom za opiekę nad przedszkolakami.